koronawirus podroze
reportaż

Koronawirus nie zabije podróży

27 kwietnia 2020

Im dłużej trwa epidemia, im bardziej jesteśmy zmęczeni przedłużającą się izolacją, tym więcej pojawia się opinii i tekstów o tym, jak zmieni się turystyka, że podróżowanie „już nigdy nie będzie takie jak dawniej”. Tylko o jakie dawniej tu chodzi? 

Podróżowanie nigdy nie było dla mnie niezmienną stałą. Podróżowanie, turystykę rozumiem jako proces. Proces przetwarzania i reinterpretowania rzeczywistości.

Lonely Planet w Starożytnej Grecji

Najstarszym przewodnikiem turystycznym, który zachował się do dzisiaj, jest dzieło greckiego geografa Pauzaniasza. Napisany w II wieku i liczący 10 tomów (!) przewodnik jest wędrówką po starożytnej Grecji, jej kultach religijnych i mitologii, historii, sztuce i przyrodzie. Wiemy, że nie było to dzieło odosobnione. Przewodniki stanowiły osobny gatunek literacki, dzieląc się na praktyczne, naukowe i „popularne”, jak właśnie ten autorstwa Pauzaniasza.

A co z przewodnikami z krwi i kości? Ba, także ta profesja sięga czasów najdawniejszych! Pozostając przy świecie antycznym, w języku greckim istniało przynajmniej parę funkcji, które mniej lub bardziej przypominają rolę przewodników. Byli na przykład periegetai, których zadanie polegało na oprowadzeniu ważnych gości i upewnieniu się, że dobrze zinterpretują to, co widzą. Wspaniały opis ich działalności daje Plutarch! Opisując odwiedziny u delfickiej wyroczni, opowiada, jak przewodnicy (periegetai) przechodzili przez kolejne pomieszczenia, „nie zwracając na nich [pielgrzymów] żadnej uwagi, gdy prosili o skrócenie monologu i większości opisów”…

Podróże i szeroko pojęta turystyka towarzyszą nam od zawsze. Nawet niektóre kierunki pozostały równie atrakcyjne, jak były tysiące lat temu! Jednym z ulubionych celów podróży bogatych Rzymian był… Egipt! Oglądano piramidy, pływano po Nilu, podróżowano na wielbłądach… z tym, że takie wakacje trwały nieco dłużej niż przeciętny urlop, bo od 2 do 5 lat.

wenecja podróże

Erasmus w epoce Leonardo da Vinci

Za założyciela pierwszego biura podróży uznaje się Thomasa Cooka. Mitem założycielskim pierwszego organizatora turystycznego jest opowieść o wycieczce na… wiec abstynentów. Ponoć Cook wychodził z założenia, że lepiej wydać szylinga na przejażdżkę z Leicester do Loughborough niż na alkohol. Cóż, wtedy nie wymyślono jeszcze all-inclusive. W każdym razie, na wycieczkę w 1841 roku wyruszyło ponad pół tysiąca osób!

Zorganizowane podróże dla rodzin z klasy średniej – to była nowość. Nowością nie był sam fakt wyjazdów turystycznych – jednak dotąd limitowane były one dla warstw bogatszych. Co więcej! Gdy tylko dotąd ciche, nieuprzemysłowione wioski na wybrzeżu zaczęły nagle przyjmować wielkie grupy wczasowiczów z klasy średniej, natychmiast straciły cały swój urok w oczach „wyrafinowanych podróżników”. Oskarżano je o… utratę autentyczności, bo bogacący się mieszkańcy zaczęli przebudowywać skromne, wiejskie chatki, pojawiła się nowa infrastruktura, co poprawiło jakość życia, ale odarło je z romantyczności, której oczekiwała arystokracja.

Wydawać by się mogło, że program Erasmus to bezprecedensowy przebłysk geniuszu Komisji Europejskiej. Tymczasem od wczesnego renesansu po epokę przemysłu każdy arystokrata i osoba aspirująca do miana intelektualisty udawał się w tzw. Grand Tour. Było to coś pomiędzy Erasmusem właśnie a anglosaskim gap year. Zwykle młodzi i zwykle mężczyźni (ech!) udawali się w podróż po Europie (choć znane są i dalsze wyprawy), by uczestniczyć w wykładach najbardziej znanych profesorów najbardziej cenionych uczelni, nabrać ogłady i pojęcia o sztuce, filozofii i polityce. Popularność Grand Tour była tak ogromna, że powstawały specjalne przewodniki, których opisane „przystanki” dostosowane były do podjętych przez podróżników celów.

macedonia

Jak okrążyć świat przed pójściem do pierwszej klasy

Nie każdy może sobie pozwolić na wyjazdy, ale większość z nas ceni dobrą opowieść. Prelekcje podróżników również nie są odkryciem XXI wieku! W kronikach miejskich wspominane są gospody, w których szczególnie chętnie zatrzymywali się marynarze, kupcy czy inni obieżyświaci. Właściciele gospód, wiedząc, że ich opowieści przyciągają rzesze słuchaczy, oferowali im darmowy trunek, a niekiedy posiłek i nocleg.

A teraz zanućmy wszyscy Toss a coin to your Witcher ku czci Jaskra, który nigdy chyba nie doczekał się podobnego przyjęcia.

Nawet wędrówki z Robertem Makłowiczem (choć sam Makłowicz zdecydowanie jest jedyny w swoim rodzaju) nie są objawieniem. Kuchnia szczególnie łatwo przenika przez granice, a z pomocą smaku najłatwiej chyba przenosi się w przestrzeni, a niekiedy nawet w czasie. 

Na studiach przeprowadziłam wywiad z kobietą, która, gdy jej córka miała 7 miesięcy, postanowiła zwiedzić z nią świat. Zanim mała Ava ukończyła pięć lat, dotarła do Zimbwabwe, po drodze poznając 195 krajów. Co prawda… tylko na talerzu. Sasha Martin, mama Avy, postanowiła „ugotować świat”. Przez trzy lata każdy tydzień poświęciła jednemu krajowi, jego kulturze i kuchni, szukając ich wspólnych korzeni w różnych zakątkach świata. Z tej rozmowy zapamiętałam sobie jeden cytat: „Ludzkość będzie silniejsza, jeżeli zaczniemy razem łamać chleb”. Zastosowanie tej myśli odnajduje nieustannie podczas podróży i rozmów na Bałkanach, gdzie biesiada przy wspólnym stole potrafi być intrygującą lekcją.

albania

Ciemna strona turystyki

Wraz z rozwojem techniki przed ludźmi otworzyły się możliwości podróży dalszych i zajmujących znacznie mniej czasu. Inaczej też odbieramy komfort podróży – miesiąc w drodze wydaje się niewyobrażalny dla kogoś, kto w drodze na urlop zmuszony jest spędzić dobę w autobusie. Wydaje się nam niemożliwe, by przed epoką lotnictwa, a przynajmniej kolei, ludzie podróżowali. Tymczasem, by podać tylko jeden przykład, miejsca kultu czerpały zyski odnotowywały proporcjonalną, potężną liczbę pielgrzymów, co współcześnie.

Turystyka ma swoje ciemne strony. Do najpoważniejszych wobec niej zarzutów należy degradacja środowiska i dewastacja krajobrazu, komercjalizacja miejscowej kultury, powielanie stereotypów, segregacja społeczna oraz tzw. efekt wycieku (leakage) – odpływ pieniędzy zostawionych przez turystów w miejscu odwiedzanym do kieszeni inwestorów zagranicznych, w rezultacie lokalna społeczność nie ma żadnego zysku z turystyki. 

Jednak podróżowanie zbyt głęboko wpisane jest w naszą naturę, by miało się skończyć. Z pewnością czekają nas zmiany. Prawdopodobnie wiele planów i marzeń podróżniczych zostanie zweryfikowanych przez kryzys, sytuację finansową czy możliwe restrykcje w przemieszczaniu się. Przed biurami podróży, przewodnikami turystycznymi, ale także prelegentami na festiwalach podróżniczych i blogerami, inspirującymi do realizacji wymarzonych wypraw, stoi zadanie – i setki możliwości.

macedonia wycieczki
Podróż może być zaraźliwą opowieścią

Zaraźliwa pasja

Eksperci w swoich dziedzinach w czasie izolacji nadają podróżowaniu nowy wymiar. Przypominają, że podróż nie zamyka się w kategoriach przestrzennych. Podróż może być opowieścią, wzbogaconą o zdjęcia i filmy. Podróżować można dzięki kuchni, muzyce i literaturze. Pasjonaci podróży opisują odwiedzone miejsca z entuzjazmem, a poznanych w trasie ludzi z czułością, która jest… zaraźliwa. Zrozumiałe jest zaufanie, jakim obdarzają ich czytelnicy, słuchacze, obserwujący.

Być może przyszłość turystyki właśnie znalazła się w rękach takich ekspertów. Ekspertów, którzy mają szansę budować świadomość dotyczącą etyki podróżowania, unikania ciemnych i czerpania korzyści z jasnych stron turystyki.

Wtedy rzeczywiście, podróżowanie nie będzie takie, jak dawniej. I jakoś mnie to nie przeraża.

Podróżowanie nie będzie takie jak dawniej, bo nigdy nie było stałą. Turystyka jest fantastyczną platformą wymiany doświadczeń, budowania świadomości kulturowej, wznoszenia mostów.

Dlatego koronawirus nie zabije podróży.

0 0
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Zobacz wszystkie komentarze