W opinii wielu osób, które docierają do Skopje, stolica Macedonii jest nieciekawa, brzydka, wręcz – odpychająca. Przeważają opinie o kiczowatości miasta, o „architektonicznym Disneylandzie”. Na blogach i social mediach można przeczytać, że w zasadzie nie ma tam nic do oglądania. Do przeciętnego turysty przemawia klimat Starego Bazaru, jednak nie dla każdego to wystarczający argument.
Dla mnie Skopje to miasto fascynujące. Nie urzeka ono na pierwszy rzut oka jak Ochryda. Skopje zdecydowanie nie oczaruje każdego. Sama nazywam je najpiękniejszym najbrzydszym miastem, jakie znam. Miłość do Skopje jest trudnym i wymagającym zaangażowania uczuciem!
„Мiasto, które rośnie na głębokości; miasto,które szerzy się pod ziemią; miasto, które samo siebie zjada”. Takie, według Nikosa Chausidisa, jest Skopje i cała Macedonia. Z jednej strony „El Dorado archeologów”, lecz z drugiej: niekończące się cmentarzysko. Wielowiekowe Skopje nie rozrastało się wszerz, ale tworzyło warstwy.
Jedną z tych warstw jest okres, który umownie można rozciągnąć na trzy dekady: od 1963 roku do rozpadu Jugosławii i niepodległej Macedonii. To czas, kiedy Skopje przez moment na arenie międzynarodowej uznawane było za architektoniczną perełkę. Perełkę stylu, który dzisiaj jest niezrozumiany i raczej odrzucany. Perłę brutalizmu.
Zdjęcie tytułowe: Guillaume Speurt
Spis treści
⇒ Skopje – architektoniczna perła
• Miasto otwarte, miasto spotkań
Skopje – architektoniczna perła
Stolica Macedonii może robić wrażenie uporządkowanego chaosu. Na pierwszy plan wysuwają się efekty projektu Skopje 2014 (umowne daty trwania projektu: 2010-2017), zainicjowanego jeszcze przez poprzedni rząd Nikoli Gruevskiego. Klasycyzujące fasady, dziesiątki pomników i ogólna „antykwizacja” przestrzeni publicznej to pierwsze, co kojarzy się z obecnym wizerunkiem Skopje. Turyście zwraca się też uwagę na zabytki kultury osmańskiej, pilnując przy tym, by przypadkiem nie wiązał ich ze współczesnością. Są natomiast świadkowie przeszłości, których stara się ukrywać przed turystycznym spojrzeniem.

Jeszcze prawie dekadę temu ówczesny burmistrz skopijskiej dzielnicy Centar, Vladimir Todorovik, twierdził: „Skopje powinno otrzymać nowy wizerunek. Zamiast miasta w szarym, socrealistycznym stylu, zapewnijmy mu naturę estetyczną. Zmieńmy centrum Skopje w kompletną architektoniczną i miejską całość, co nada miastu artystycznego wyrazu”. Charakterystyczne dla całej Jugosławii, surowe, masywne budynki, eksponujące elementy konstrukcyjne, często z klatkami schodowymi wyprowadzonymi na zewnątrz i zaskakującymi łącznikami – na przełomie tysiącleci stały się solą w oku wielu rządów. Należało się tych potworków pozbyć jak najszybciej.
Mówienie w Skopje o „socrealistycznym stylu” jest dla miasta krzywdzące. Realizm socjalistyczny nie odcisnął piętna na Jugosławii. W pierwszych powojennych latach widoczne są niewielkie wpływy socrealistycznych idei. Jednak po ochłodzeniu stosunków między Stalinem i Tito urbaniści, planiści i architekci jugosłowiańscy wyraźnie zwrócili się w kierunku modernizmu. Tak stało się również w Skopje. Niezależnie od tego, czy odpowiada nam estetyka stolicy sprzed pół wieku czy nie, ten okres obfitował w liczne nagrody, przyznawane wielu budynkom użyteczności publicznej, powstającym w mieście. Skopje wskazywane było jako przykład miasta modernistycznego.
Jednak zanim w stolicy Socjalistycznej Republiki Macedonii doszło do gwałtownej transformacji, miasto, jak napisał wspomniany Chausidis, musiało „samo siebie zjeść”.

Trzęsienie ziemi w Skopje
26 lipca 1963 roku Skopje rozsypało się jak domek z kart. O godzinie 5:17, na której zatrzymał się zegar starego dworca kolejowego, miasto obudziło się gwałtownie ze sprawą potężnego wstrząsu sejsmicznego. Trzęsienie o sile 6.1 w skali Richtera pozbawiło życia ponad 1000 osób, a dachu nad głową – około 100 tysięcy. Miasto z lotu ptaka wyglądało jakby zostało zbombardowane.
Stolica dopiero co lizała rany po powodzi w listopadzie 1962 roku. Takiego kataklizmu nikt się jednak nie spodziewał. Poruszył on świat do tego stopnia, że na moment doprowadził do zawieszenia zimnej wojny. Tak! Już w parę dni po trzęsieniu w stolicy Macedonii spotkali się żołnierze Armii Czerwonej i siły amerykańskie, by ramię w ramię odgruzowywać zniszczone miasto.
A roboty było sporo. Trzęsienie ziemi doprowadziło, owszem, do zawalenia wielu budynków, ale ogromna ich część wciąż stała. Nie nadawały się już jednak do użytku. W wyniku wstrząsu naruszone zostały osie konstrukcyjne, w związku z czym najpierw trzeba było wszystko zabezpieczyć i rozebrać. Kawałek po kawałku.
Pomoc różnego rodzaju napłynęła z 78 krajów, w tym Polski. I to właśnie polski zespół miał ogromny wkład w odbudowę macedońskiej stolicy.
Polacy odbudowują Skopje
Ciekawostka: to Adolfowi Ciborowskiemu Skopijczycy mogą być wdzięczni za uratowanie tureckiego bazaru, największej atrakcji dzisiejszej stolicy.
Więcej o polskiej pomocy znajdziecie w dokumencie
Skopje: sztuka solidarności.

Fakt, że w Jugosławii nie wykształciła się jedna narodowa architektura i wspólny zestaw symboli tożsamościowych tłumaczy się promowanym przez rząd „jednością w indywidualizmie”. Pewien ogólny styl został zdefiniowany – stąd możliwe jest zwiedzanie krajów byłej Jugosławii szlakiem np. charakterystycznych spomeników – dopuszczono natomiast lokalne, oryginalne odmiany.
Gruzowisko, w jakie zmieniło się Skopje, stanowiło niemal gotowy plac budowy. Tak zresztą postrzegał je Kenzo Tange – Japończyk, który przeszedł do historii Macedonii jako budowniczy nowego Skopje. Jeszcze do niedawna to on, czy to w przewodnikach, publikacjach o Skopje czy przez przewodników, wskazywany był jako budowniczy modernistycznego Skopje. Błędnie.
W rzeczywistości pieczę nad odbudową stolicy sprawowało przynajmniej kilka zespołów. Zanim jeszcze ktokolwiek zwrócił się do japońskiego wizjonera, do Macedonii przybył zespół polskich urbanistów. Głównym nadzorującym odbudowę był, wybrany przez ONZ, Adolf Ciborowski.
Polski zespół odpowiedzialny był, można rzec, za „techniczną” stronę odbudowy. Gdyby nie determinacja Polaków, nigdy by do tego nie doszło. Dopiero w 1964 r. na spotkaniu w Ochrydzie, po przedstawieniu przez polski zespół własnej koncepcji na odbudowę, powierzono polskiemu zespołowi część prac nad odbudową – przy współpracy z greckim zespołem Doxiadis Associates, który już zwyciężył ogłoszony przez ONZ przetarg!
Zaprojektowanie ideologicznej, tożsamościowej wizji nowego Skopje stało się przedmiotem innego konkursu. Zaproszono do niego osiem zespołów, po cztery z Jugosławii (Skopje, Belgrad, Zagrzeb i Lublana) i spoza niej (Rotterdam, Rzym, Nowy Jork, Tokio). Jury uhonorowało dwa projekty. Zachwyt wzbudziła idea japońskiego zespołu pod kierownictwem Kenzo Tangego. Budził on jednocześnie sporo zastrzeżeń i kontrowersji. W związku z tym zespół japoński wraz z wyróżnionym zespołem z Zagrzebia (kierowanym przez Radovana Miščevicia i Fedora Wenzlera) mieli stworzyć wspólnie „dziewiąty projekt”.
Projekt autorstwa Tange i jego współpracowników dotyczył ścisłego centrum Skopje – dokładnie obszaru obejmującego 295 akrów, od nowego dworca kolejowego po Plac Republiki (dzisiejszy Plac Macedonia). Japończyk oparł swą wizję na dwóch osiach. Łączyły one nowe ze starym, przecinając się w centralnym punkcie. Z zachodu na wschód przebieg osi wyznaczała rzeka Vardar. Początek wyznaczał nowoczesny dworzec kolejowy, zarazem jedyny budynek projektu Kenzo Tange, który doczekał się urzeczywistnienia. Oś północ-południe przebiegała od starego dworca kolejowego, po którym po katastrofie została jedynie północna ściana, po čaršiję.
Miasto otwarte, miasto spotkań

Nowy dworzec był „transformatorem”, z którego rozchodziła się energia. To stąd rozchodziły się i tu krzyżowały, niczym żyły w krwioobiegu, ciągi komunikacyjne: kolejowe, autobusowe i piesze. Perony i tory kolejowe zawieszone zostały na wysokości kilku metrów, dzięki czemu nie ingerowały bezpośrednio w ruch miejski. Zwiększało to bezpieczeństwo i usprawniało rozchodzenie się „żył” autobusowych i kolejowych bez wchodzenia sobie w drogę.
Brzegi Vardaru zamienione zostały w tereny rekreacyjne i zielone. Budynki administracyjne wybudowane wzdłuż osi od nowego dworca do Placu Republiki pomyślane zostały jako Brama Miasta. Miały stanowić reprezentacyjny ciąg. Składał się on z pasa wewnętrznego budowli siedmiopiętrowych, pełniących funkcje administracyjne, usługowe i kulturowe. Na parterze i pierwszym piętrze mieściłyby się sklepy i restauracje. Pas zewnętrzny przeznaczony był dla biurowców, centrów biznesowych oraz apartamentowców, sięgających nawet 17 pięter.
Plac Republiki został zaplanowany jako miejsce spotkań. Symboliczne (tutaj przecinały się osie starego i nowego i bardzo dosłowne. Tutaj krzyżowały się drogi różnorodnych mniejszości, dzielących przestrzeń stolicy. Z racji przekształcenia Placu i jego okolic w centrum administracyjne, kulturalne, rozrywkowe i biznesowe, spotkania mieszkańców były nieuniknione. Skopje miało stać się miastem otwartym, dla i na każdego.
Za najdoskonalszy element projektu i jedyny niemal w pełni zaimplementowany uważa się Mury Miejskie. Otaczały one Plac Republiki od zachodu, rozciągając się na południe do starego dworca i półkolem docierając do Bramy Miejskiej na wschodzie. Naturalnym przedłużeniem na północy był bazar i górująca nad nim twierdza.
Mury Miejskie to w rzeczywistości pas bloków mieszkalnych. Niczym ufortyfikowana ściana okalają centrum. Są żywą (bo zamieszkaną) tkanką, chroniącą i zarazam wchłaniającą historię i tradycję. Poszczególne klatki oddzielone są pionami komunikacyjnymi, niczym basztami. Parter i pierwsze piętro przeznaczone są na sklepy i pomieszczenia usługowe. Balkony na wysokości pierwszego piętra zawieszone nad chodnikami stwarzają iluzję tunelu, jak gdyby zadaszonych przejść. Wokół każdego bloku wyznaczono przestrzeń pod tereny zielone, rekreacyjne oraz parkingi.
Chociaż przyjęty z takim entuzjazmem, projekt Tange wprowadzony został jedynie częściowo. Zachowano zaproponowany przez japońskiego wizjonera układ urbanistyczny. Z rozwiązań architektonicznych zrealizowany został (choć w niepełnym wymiarze) dworzec kolejowy. Mury Miejskie zachowały pierwotną ideę, natomiast ostateczny wygląd wszystkim budynkom nadali jugosłowiańscy architekci. Jak niewiele w Skopje zostało z idei japońskiego architekta powiedział zresztą on sam: to „jedynie cień, ledwo dostrzegalny w świetle księżyca”.

Le Corbusier i Jugosławia
Brutalizm, nurt późnego modernizmu, „skrajny modernizm”, zyskał na popularności w latach powojennych. I choć dzisiaj dla wielu surowe, nieotynkowane, z niezasłoniętymi elementami konstrukcyjnymi i instalacjami budynki są odrzucającymi potworkami – pół wieku temu budziły zupełnie inne odczucia. Głównymi założeniami brutalizmu była funkcjonalność, przestrzeń, surowość. Tak naprawdę, nie tak daleko od brutalizmu do tak modnego współcześnie minimalizmu.
Za ojca brutalizmu uważa się Le Corbusiera. Legenda założycielska opowiada o zachwycie legendarnego architekta, który w surowości betonu dostrzegł podobieństwa do chropowatości naturalnego kamienia. Le Corbusier porównywał widoczne na nieotynkowanej powierzchni usterki do znamion i zmarszczek ludzkich, nadających każdej osobie indywidualizmu.
Do Jugosławii dotarł brutalizm względnie szybko, bo już w latach 50. Nurt ten wybitnie wpasował się w przyświecającą Marszałkowi Tito ideę jedności w indywidualizmie, tj. kształtowania w ramach wyższej wspólnoty (pozornych?) narodowych tożsamości. Dodatkowo brutalizm spełniał jeszcze jeden cel: był zwróceniem się ku nowoczesności, postępowi.
Skopje doczekało się dziesiątek nagród za swoją architekturę. Szybko zyskało miano perełki brutalizmu. W budowę nowoczesnej stolicy zaangażowali się najwybitniejsi architekci Jugosławii, ale nie tylko. Muzeum Sztuki Współczesnej zaprojektował wybitny polski tercet, Warszawskie Tygrysy: Wacław Kłyszewski, Jerzy Mokrzyński i Eugeniusz Wierzbicki.

Brutalizm w Skopje – mapa
Niełatwo ruszyć tropem skopijskiej modernistycznej architektury. Pół biedy, gdy, zaniedbana i zapomniana, ginie między reklamami czy za nowym budownictwem. Niestety, w wielu przypadkach jest też bardzo dosłownie zasłonięta. Niskiej jakości mieszanką styropianu, tynku, farby i plastiku, tworzących pseudoklasycystyczne fasady.
W latach 90. w części „starej Jugosławii” zastosowano taktykę, którą Arna Mačkič nazywa wojną przeciwko architekturze. Obiekty, symbolizujące jugosłowiańską tożsamość, jedność kulturową, wspólnotowość, masowo wyburzano. W Macedonii wymazywanie jugosłowiańskiej przeszłości zaczęło się nieco później – w chwili zainicjowania projektu Skopje 2014. Wówczas obsypane nagrodami perły brutalizmu schowano do styropianowych opakowań.
Mimo prawie dekady od zmiany rządów i teoretycznego zawieszenia projektu, wciąż budzi on gorące dyskusje wśród historyków sztuki, ale także samych mieszkańców. Zauważa się, że ignorowanie wybranej części przyszłości jest niebezpieczne, tworzy wyrwę w zbiorowej pamięci i tożsamości. Zarazem wysuwa się inny problem. Obiekty powstałe w ramach Skopje 2014 nieuchronnie wpisują się w przestrzeń wspólną, redefiniując ją i wpływając na postrzeganie Macedończyków przez przybywających, lecz również – przez nich samych. Pojawia się zatem pytanie: co jest istotniejsze, odkryte, czy ukryte pod nim? Żadne? Oba?
Niezależnie od odpowiedzi, zapraszam cię na szlak śladem brutalistycznych obiektów w Skopje. Tutaj znajdziesz link do Mapy Google i ponad trzydziestu obiektów w Skopje. Po kliknięciu w znacznik, otrzymacie informację o roku powstania oraz autorze/autorach projektu!
Zainteresowała Cię historia odbudowy Skopje? Po więcej szczegółów oraz źródeł odsyłam do mojej książki, Macedonia Północna: W rytmie oro, którą możesz kupić tutaj!
