recenzje

Miljenko Jergović, „Bębny nocy. Studium”

2 kwietnia 2019

Niewielu potrafi zmieścić w niewielkich objętościowo książkach tylu różnorodnych i głębokich treści, jak robi to Miljenko Jergović. Tak jest i w przypadku książki Bębny nocy. Studium, która właśnie ukazała się w polskim przekładzie.

Powieść ta ubrana jest w kostium analizy krytycznoliterackiej zapisków wiedeńskiego botanika, Josipa Gubernika. Rzekomo naukowa rozprawa nasycona jest cytatami z jego Dzienników sarajewskich nocy. Nakreślają one wciągający i plastyczny obraz Sarajewa tuż przed i po ataku na księcia Franciszka Ferdynanda. Relacjonują także badania botanika nad bośniackim drzewem, z którego najwybitniejsi lutnicy w historii wykonywali swoje skrzypce.

Sarajewo: wszędzie i nigdzie

Problem polega jednak na tym, że… Dzienniki sarajewskich nocy nigdy nie istniały, podobnie jak ich rzekomy autor, Josip Gubernik. Jergović jednak za sprawą błyskotliwych spostrzeżeń oraz intrygującej konwencji tworzy opowieść o mieście, które zatrzymane zostało w czasie. Opowieść, która wydarza się wszędzie i nigdzie.

„Gubernik w Sarajewie pojmuje, że istnieją inni.” A razem z fikcyjnym bohaterem z tą błahą prawdą zmierzyć się musi Czytelnik, konfrontując poukładany i zamknięty w sztywnych ramach świat ze światem zgoła innym, w którym nawet domy nie mają ostrych narożników. Bośniackie chaty z niewypalonej gliny przybierają kształt przez dziesiątki lat, dostosowując się jakby do domowników i zmieniających warunków otoczenia. Są elastyczne jak sarajewski czas i przestrzeń. „Pytam go, ile jest piechotą do Darivy, a on mi odpowiada: zależy, jak bardzo ci się spieszy i kogo po drodze spotkasz.” Ten wychowany w Austrii mężczyzna, chorobliwie dbający o codzienne nakręcanie zegarka dokładnie o siódmej rano, nie potrafi pogodzić się z niefrasobliwym podejściem sarajewian do dogmatów uporządkowanego Zachodu.

Stopniowo jednak otaczający go ludzie fascynują go coraz bardziej, mimo umykania wszelkim znanym mężczyźnie kategoriom i prawidłowościom. Kreśląc w swoich Dziennikach portrety kolejnych sarajewian mimochodem odkrywa zaskakującą prawidłowość. Doskonałość drewna nie opiera się na jego sile i perfekcyjności, lecz na zniekształceniu i chorobie. Najwspanialsze, najsłynniejsze, najdroższe skrzypce w historii ludzkości powstały z chorych, niedoskonałych drzew.

Wrzenie w bałkańskim kotle

Odstępstwo od normy, w sensie dosłownym – botanicznym, jak i w metaforycznym wymiarze, dostrzeganym w otaczających Gubernika ludziach, jest jednym z tematów powieści, które przemykają niespostrzeżenie po jej stronach.

Jergović dzięki zastosowanej formie studium zdołał przemycić do utworu również gorzką refleksję o wykorzystaniu artystów i ich dzieł wbrew ich woli. Oddaje także pewnego rodzaju honor utraconym bezpowrotnie w wyniku konfliktów i kataklizmów dziełom. Utwory te dzielą los zaginionych na wojnie, by po pewnym czasie zostać zapomnianymi. Natomiast te, o których przetrwała jedynie pamięć, a nie ich fizyczna postać, są jednocześnie najlepszymi materiałami do manipulacji. W powieści obrazuje to epizod z Tino Ujeviciem, który miał odnaleźć Dzienniki i przywrócić postać Josipa Gubernika chorwackiej literaturze. Temat podchwytują chorwaccy literaci, wciągając wiedeńskiego botanika jako temat do literackich dysput. „Gubernik jest im potrzebny jako jeden z drogowskazów naszej krwawej historii, a nie sentymentalny, pełen namiętności nieszczęśnik – jak sam o sobie pisze.”

Najsubtelniej zarysowana została problematyka wojenna, wydawałoby się – oczywisty temat w studium o Sarajewie. Sarajewianie żyjący obok Gubernika są Żydami, muzułmanami, prawosławnymi i katolikami. Wynikające z tego podziały prowadzą do napięć, niechęci i wzajemnych szkalowań. Jednak konflikty kończą się zawsze na poziomie obmowy. Punktem honoru dla każdego z przedstawicieli danego wyznania jest unikanie starć i uchodzenie w oczach cudzoziemców za wzór tolerancji.

Ci okropni sąsiedzi

W sercu bałkańskiego kotła, w którym krwawo rozpoczął się i zakończył XX wiek, ludzie nie dążyli do wojny. Z nieistniejącego dziennika autor rozprawy wynotowuje myśl, która zmusza do refleksji, kto jeszcze może być współwinnym krwawej łatce Sarajewa. Jak zauważa wiedeński botanik młodobośniacy nie dokonali zamachu na Franciszka Ferdynanda z nienawiści samej w sobie. „Bojąc się nienawiści, siali nienawiść do nienawiści i tak podpalili świat.” 

Tacy są ludzie w Sarajewie, „mistrzowie dobra i tolerancji, tylko sąsiadów mają najgorszych na świecie.”

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Książkowe Klimaty.

Książkę można kupić tutaj.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Zobacz wszystkie komentarze